Nastał piękny poranek nad Domem Anubisa. Słońce grzało coraz bardziej. Rtęć w termometrze znajdowała się nad kreską z dwudziestoma stopniami. Do dawnych, odległych czasów - no właściwie wcale nie takich odległych - chciała powrócić paczka przyjaciół. Pochodzili z różnych miejsc, jednak właśnie tu ich losy się splotły.
Jako pierwsza przyjechała czarna limuzyna, z której wysiadły dziewczyny: Nina Martin, Amber Millington, Patricia Williamson i Joy Mercer. Zaraz, zaraz... gdzie jest Mara?
- To kiedy ma przyjechać Mara? - zapytała Patricia.
- Napisała mi, że będzie po południu - odpowiedziała Joy. - Co wam powiem, to wam powiem, ale...jestem bardzo głodna.
- Ja też - rzekła Nina. - Stęskniłam się za Trudy. I za jej pysznymi naleśnikami z sosem truskawkowym.
Jakby na machnięcie różdżką przyjechała druga limuzyna, z której wysiedli chłopacy: Eddie Miller, Fabian Rutter, Alfie Lewis i Jerome Clarke. Od razu Fabian wybałuszył oczy.
- Nina! - krzyknął. - Ty tutaj..?
- Tak, wróciłam na ten ostatni rok. Przecież muszę to w końcu skończyć. Wiem, nie było mnie przez te semestry, ale nadrobiłam wszystkie zaległości.
- To świetnie! - rzekł Eddie i podszedł do Patricii. - Cześć Gaduło.
- Cześć.... - zamyśliła się. - Nic mi nie przychodzi do głowy! - krzyknęła i pocałowała go w policzek.
- Dobra, może wejdziemy do środka? - zaproponował Jerome.
Wszyscy potaknęli. Amber otworzyła drzwi i powiedziała:
- Zapraszamy!
Każdy wpatrywał się we wnętrze domu. Było tu zdecydowanie za jasno.
- O mój Boże, to moje słoneczka! - krzyknęła Trudy i dosłownie rzuciła się na uczniów.
- Oj, nie przesadzaj Trudy...Ale robisz jeszcze te swoje słynne naleśniki? - rozmarzył się Alfie.
- Oczywiście, że tak! - uśmiechnęła się gosposia. - Rozpakujcie się, jest sporo miejsca.
***
Dziewczyny razem poszły na górę zająć swoje pokoje i rozpakować się.
- To kto z kim mieszka? - zapytała Amber.
- No nie wiem, to będzie trudne do rozgryzienia - usłyszały głos zza drzwi łazienki.
- Masz rację - odezwał się kolejny.
Patricia otworzyła drzwi, a tam stały...
- WILLOW! K.T! - krzyknęły wszystkie dziewczyny i przytuliły się do łazienkowiczek. Jedynie Nina stała i nie wiedziała, o co chodzi.
- Nina...to jest Willow - powiedziała Amber.
- A to jest K.T - rzekła Joy.
- Miło mi was poznać! - powiedziała Nina.
- Nam ciebie też! - uśmiechnęła się K.T.
Można było na kilometr wyczuć chłodną atmosferę, jaka panoszyła się w kręgu dziewczyn.
- Więc...kto śpi z kim?
***
Tajemniczy mężczyzna wyłonił się z lasu i stanął pod charakterystycznym białym drzewem. Zaraz potem pod drzewo podjechało całkiem nowe Lamborghini, z którego wysiadł drugi człowiek. Oboje widać znali się bardzo dobrze.
- Apocalypticusie.
- Peryklesie. Miło cię znów widzieć. Masz to? - zapytał człowiek nazwany Apocalypticusem.
- Oczywiście - odpowiedział i wyjął z kieszeni kurtki małe czarne pudełko.
- Czy to jest naprawdę to? - chciał się upewnić Apocalypticus.
- Tak - zapewnił Perykles.
Właściciel pudełka położył je na ziemi, a wtedy z rękawa nabywcy wysunęła się stalowa ręka. Chwyciła MAŁE-COŚ i wessała.
- Miło było robić z tobą interesy - rzekł Perykles i wsiadł do samochodu. Wkrótce i Apocalypticus zniknął, wchodząc w leśne przestworza.
***
Następnego dnia.
Rano, Jerome spakował się znowu z powodu dość nieznanego.
- "Alfie, słuchaj. Mara nie przyjedzie, została w domu z powodów rodzinnych. Jadę do niej na kilka tygodni, wrócę gdzieś w październiku. Powodzenia, Jerome." - przeczytał i wsunął karteczkę pod drzwi pokoju Alfie'ego. Jerome spojrzał na schody, otworzył drzwi i wyszedł przez nie.
Tymczasem pojawiła się nowa limuzyna; już trzecia, co było dość dziwne. Wysiadł z niej jakiś chłopak o niebiesko-morskich oczach.
Otworzył drzwi do Domu Anubisa i powiedział do Trudy, jakby już ją widział:
- Jestem Underwood.